Jak zmieniają się przewozy intermodalne w Polsce – kluczowe trendy i wyzwania transportu kolejowo-drogowego

0
6
Rate this post

Z tego artykułu dowiesz się:

Czym są przewozy intermodalne i dlaczego tak szybko rosną?

Intuicyjne wyjaśnienie intermodalu

Przewozy intermodalne w Polsce najłatwiej zrozumieć, wyobrażając sobie kontener, który rusza z fabryki w głębi kraju i bez przepakowywania towaru dociera do klienta w innym państwie. Zmieniają się środki transportu – ciężarówka, pociąg, statek – ale jednostka ładunkowa pozostaje ta sama. Cała sztuka polega na tym, aby jak najmniej dotykać ładunku, a jedynie przestawiać jego „opakowanie” między pojazdami.

W praktyce intermodal oznacza użycie kontenerów, nadwozi wymiennych lub naczep przystosowanych do podnoszenia dźwigiem. Kontener z elektroniką z fabryki pod Łodzią jedzie najpierw ciężarówką na terminal lądowy, potem pociągiem do portu w Gdańsku, następnie statkiem do portu w Niemczech, dalej znów koleją i na końcu samochodem ciężarowym do magazynu sieci handlowej. Towar jest ładowany i plombowany raz, na początku trasy. Reszta to logistyka jednostki ładunkowej.

Dzięki temu ogranicza się błędy, uszkodzenia i kradzieże związane z przeładunkiem „z ręki do ręki”. Operatorzy intermodalni pracują na powtarzalnych procesach: te same relacje, te same typy składów, te same okna czasowe na terminalach. Z punktu widzenia nadawcy ważne jest jedno – kontener ma wyjechać i w rozsądnym, uzgodnionym czasie dotrzeć pod wskazany adres.

Najbardziej opłacalny jest intermodal na dłuższych odcinkach, zwykle od około 300–400 km wzwyż. Kolej lepiej znosi długie dystanse i duże wolumeny, natomiast droga świetnie radzi sobie z elastyczną dostawą „od drzwi do drzwi”. Przewozy intermodalne łączą więc to, co w obu gałęziach transportu najmocniejsze.

Intermodal vs multimodal i kombinowany – proste rozróżnienie

W codziennych rozmowach branżowych terminy „intermodalny”, „multimodalny” i „kombinowany” bywają wrzucane do jednego worka. Dla planowania logistyki różnice są jednak istotne. Najprościej wytłumaczyć je na jednym przykładowym łańcuchu: trasa Polska–Hiszpania, eksport artykułów spożywczych.

Transport intermodalny – producent ładuje towar do kontenera 40’ w swoim magazynie pod Poznaniem. Kontener jedzie ciężarówką na terminal, dalej koleją do Francji, stamtąd koleją do Hiszpanii i ciężarówką na ostatnim odcinku do centrum dystrybucyjnego. Jednostka ładunkowa (kontener) jest ta sama przez całą drogę, zmienia się tylko środek transportu.

Transport multimodalny – to ten sam kierunek, ale ładunek jest przepakowywany. Towar jedzie luzem na paletach ciężarówką do magazynu przeładunkowego w Niemczech, tam jest rozładowany, skonsolidowany z innymi towarami i załadowany do innego pojazdu lub kontenera. Nadal korzysta się z kilku gałęzi transportu, ale nie ma ciągłości jednostki ładunkowej. Z punktu widzenia ryzyka, czasu i kosztów manipulacji to duża różnica.

Transport kombinowany – to pojęcie używane głównie w prawie unijnym. Oznacza przewóz, w którym większość dystansu pokonywana jest koleją, żeglugą śródlądową lub morską, a tylko krótki odcinek – ciężarówką, zwykle poniżej ustalonego limitu kilometrów. Jest więc bardziej kategorią „prawno-finansową” niż stricte techniczną, bo pozwala na szczególne traktowanie podatkowe lub dostęp do określonych dopłat.

Dla nadawcy ładunku kluczowe jest jedno pytanie: czy ładunek będzie przepakowywany, czy nie. Jeśli jednostka ładunkowa jest stała, łatwiej policzyć ryzyko i czas, a oferta intermodalna staje się bardziej porównywalna z klasycznym transportem drogowym.

Dlaczego przewozy intermodalne w Polsce rosną tak szybko?

Dynamiczny wzrost intermodalu nie jest przypadkiem. Działa tu jednocześnie kilka silnych czynników: ekonomicznych, kadrowych, regulacyjnych i środowiskowych. Po pierwsze, koszty paliwa i eksploatacji ciężarówek stale rosną i są niezwykle wrażliwe na wahania cen ropy, kursy walut oraz opłaty drogowe. Kolej, zasilana coraz częściej energią elektryczną pochodzącą choćby częściowo z OZE, ma przewagę kosztową na długich trasach.

Po drugie, rynek mierzy się z brakiem kierowców ciężarówek. Utrzymanie floty wyłącznie w oparciu o drogę oznacza trudności z obsadą załóg, rosnące stawki i mniejszą elastyczność. Przesunięcie części wolumenu na intermodal pozwala lepiej wykorzystać dostępnych kierowców – realizują krótsze odcinki dowozowo-odwozowe, często w systemie dziennym, co poprawia atrakcyjność pracy.

Po trzecie, rośnie presja regulacyjna na redukcję emisji CO2 i innych zanieczyszczeń. Duże sieci handlowe, firmy produkcyjne i operatorzy logistyczni mają cele klimatyczne zapisane w strategiach. Łatwiej je realizować, gdy część ładunków przenosi się z ciężarówek na kolej. W wielu przetargach logistycznych punkty za niższą emisję są już standardem, nie dodatkiem.

Dobrym obrazowym przykładem jest średniej wielkości producent AGD, który miał poważne problemy z utrzymaniem terminowości dostaw eksportowych do Beneluksu. Brak kierowców, korki na granicach i zmienność stawek drogowych sprawiały, że część kontraktów była zagrożona. Po przejściu z modelu „TIR door-to-door” na intermodal (kolej + dowóz ciężarówką) utrzymano te same terminy dostaw, a przy większej przewidywalności kosztów. Czas tranzytu nominalnie się nieco wydłużył, ale spadła liczba opóźnień i reklamacji.

Kolorowe kontenery na pociągu towarowym jadącym po wiejskiej linii kolejowej
Źródło: Pexels | Autor: Robert So

Obecny obraz przewozów intermodalnych w Polsce – dane, skala, kierunki

Jak zmieniły się wolumeny w ostatniej dekadzie

Rynek przewozów intermodalnych w Polsce jeszcze kilkanaście lat temu był niszowy. Intermodal kojarzył się głównie z obsługą portów morskich i nielicznymi pociągami kontenerowymi na kierunku Niemcy–Polska. Dziś to jedna z najszybciej rosnących części transportu kolejowego, mimo że w ujęciu masowym nadal ustępuje przewozom węgla, kruszyw czy produktów rolnych.

Na tle ogółu przewozów kolejowych, które w wielu latach utrzymywały się na zbliżonym poziomie lub nawet spadały wolumenowo, intermodal rósł dynamicznie, często dwucyfrowo rok do roku. Rosła liczba kontenerów przewożonych koleją, liczba obsługiwanych relacji, a także oferty „dedykowane” dla konkretnych branż – np. automotive czy FMCG.

Warto patrzeć nie tylko na tony, ale i na TEU (kontenerowe jednostki przeliczeniowe) oraz na liczbę pociągów liniowych obsługujących przewozy intermodalne. Z punktu widzenia zarządców infrastruktury oraz terminali bardziej liczy się to, ile składów trzeba „wpuścić” na linię i przeładować, niż sama masa ładunku. Więcej pociągów to większe obciążenie linii, ale też większa elastyczność dla klientów.

Na rynkową zmianę wpływ miały trzy zjawiska: wejście i rozwój prywatnych operatorów intermodalnych konkurujących z przewoźnikami państwowymi, rozwój portów morskich (zwłaszcza Gdańska) oraz wzrost przewozów tranzytowych Wschód–Zachód, w tym na osi Chiny–UE. Każdy z tych elementów dołożył swoje do rosnącej bazy pociągów intermodalnych kursujących przez Polskę.

Główne typy jednostek i co najczęściej „jeździ” koleją

W intermodalu kluczowa jest nie tyle masa ładunku, co typ jednostki ładunkowej. Na polskich torach dominują:

  • kontenery 20’ – mniejsze, chętnie wykorzystywane do cięższych ładunków (stal, chemia, części maszyn),
  • kontenery 40’ i 40’HC (High Cube) – standard w globalnym handlu morskim, używane do większości ładunków drobnicowych,
  • kontenery 45’ – wydłużone, szczególnie popularne w relacjach morskich i międzynarodowych door-to-door,
  • nadwozia wymienne – „skrzynie” najczęściej spotykane w logistyce sieci handlowych i operatorów 3PL w relacjach europejskich,
  • naczepy siodłowe przystosowane do podnoszenia dźwigiem lub systemu „niskopodłogowych” wagonów (tzw. piggyback).

Po jednostkach można poznać, co faktycznie jeździ. Kontenery 40’ i 45’ wożą głównie produkty FMCG, elektronikę, odzież, komponenty przemysłowe, czyli ładunki typowe dla globalnego handlu. Nadwozia wymienne i naczepy częściej obsługują logistykę europejską – dostawy do sieci handlowych, cross-docking w centrach dystrybucyjnych, przewozy między magazynami producentów a centrami logistycznymi.

Coraz większą część przewozów intermodalnych w Polsce stanowią również ładunki chłodnicze – artykuły spożywcze, farmaceutyki, niektóre chemikalia wymagające kontrolowanej temperatury. Pojawiają się specjalistyczne kontenery chłodnicze z własnymi agregatami, a także naczepy chłodnicze ładowane na wagony intermodalne. Dla firm z branży spożywczej taka opcja często bywa jedynym sposobem, by połączyć wymogi sanitarne z presją na redukcję emisji.

Główne kierunki geograficzne i rola Polski jako kraju tranzytowego

Mapa przewozów intermodalnych w Polsce jest wyraźnie związana z przebiegiem głównych korytarzy transportowych i lokalizacją portów. Największą rolę odgrywają:

  • porty morskie – Gdańsk, Gdynia, Szczecin–Świnoujście, a także porty niemieckie i holenderskie obsługiwane przez pociągi biegnące przez Polskę,
  • połączenia z Niemcami – główny partner handlowy, kluczowy również w tranzycie do portów Morza Północnego,
  • kierunki południowe – Czechy, Słowacja, dalej Węgry, Austria, Bałkany,
  • korytarze Wschód–Zachód – przewozy z i do krajów Europy Wschodniej oraz Azji (tam, gdzie utrzymywana jest obsługa pociągów intermodalnych).

Polska leży w środku kontynentu, co czyni ją naturalnym krajem tranzytowym. W praktyce przekłada się to na dużą liczbę pociągów, które tylko przejeżdżają przez kraj – np. z portów bałtyckich do Niemiec albo z terminali przygranicznych do Czech i dalej na południe. Dla operatorów to szansa na wolumen i wykorzystanie infrastruktury, ale jednocześnie obciążenie sieci kolejowej i terminali.

Dla firm produkcyjnych tranzytowy charakter Polski ma dwojakie znaczenie. Z jednej strony zwiększa dostępność połączeń – łatwiej „podczepić” się pod istniejący pociąg jadący przez kraj niż budować zupełnie nową relację. Z drugiej strony rośnie ryzyko zatorów na kluczowych przejściach granicznych i liniach magistralnych. Gdy ruch tranzytowy jest bardzo duży, krajowe pociągi intermodalne mogą mieć problem z wpasowaniem się w rozkład.

Jeśli chcesz pójść krok dalej, pomocny może być też wpis: Spedycja w liczbach – statystyki przewozów towarowych.

Sezonowość popytu i wpływ na dostępność mocy przewozowych

Intermodal, podobnie jak transport drogowy i morski, ma swoją sezonowość. Najbardziej widoczne są:

  • szczyt kontenerowy związany z okresem przedświątecznym,
  • sezonowe załamania lub skoki wynikające z sytuacji w portach (np. spiętrzenia po zatorach),
  • fluktuacje związane z przemysłem motoryzacyjnym i rolnym.

W szczytach popytu terminale intermodalne pracują na granicy możliwości. Brakuje slotów na pociągi, okien przeładunkowych i miejsc składowania kontenerów. Gdy jednocześnie rośnie ruch tranzytowy, nawet sprawnie działający łańcuch logistyczny może się zablokować z powodu kilku opóźnionych składów.

Dla nadawców oznacza to konieczność wcześniejszego planowania wolumenu i rezerwacji miejsc w pociągach. Firmy, które podchodzą do intermodalu „z marszu”, często zderzają się z informacją: „na ten tydzień brak miejsc, najbliższe wolne sloty za kilka dni”. W modelu produkcji just-in-time lub przy krótkich terminach dostaw do sieci handlowych taki komunikat bywa trudny do zaakceptowania.

Skład towarowy na ośnieżonej linii kolejowej pod zachmurzonym niebem
Źródło: Pexels | Autor: Jakub Pabis

Infrastruktura i terminale intermodalne – gdzie są wąskie gardła

Przepustowość linii kolejowych a rosnący ruch intermodalny

Intermodal „żyje” na tych samych liniach, po których jeżdżą pociągi pasażerskie, składy z węglem i ruchem regionalnym. Gdy przybywa pociągów kontenerowych, a torów jest tyle samo, zaczyna się walka o każdą minutę w rozkładzie jazdy. Szczególnie newralgiczne są linie:

  • prowadzące do portów morskich (Gdańsk, Gdynia, Szczecin–Świnoujście),
  • magistrale wschód–zachód i północ–południe,
  • odcinki jednotorowe lub wciąż niezelektryfikowane, które „zwalniają” cały łańcuch.

Na części odcinków brakuje rezerw przepustowości. Oznacza to, że każdy dodatkowy pociąg intermodalny musi być wpasowany między inne kursy z dokładnością do kilku minut. Gdy pojawi się opóźnienie na granicy lub w porcie, efekt domina przenosi się na całą linię. Operatorzy reagują buforami czasowymi, ale im więcej „poduszek” w harmonogramie, tym dłuższy jest nominalny czas przejazdu.

Dla klientów przekłada się to na dylemat: szybciej, ale bardziej ryzykownie (mniej zapasu w rozkładzie) czy wolniej, za to stabilniej. W transporcie drogowym takie kalkulacje robią spedytorzy każdego dnia, teraz podobne decyzje coraz częściej zapadają też przy planowaniu tras intermodalnych.

Stan infrastruktury: prędkość handlowa vs. „papierowa”

Na papierze wiele linii w Polsce pozwala na przejazd z wysoką prędkością. W praktyce składy intermodalne często poruszają się znacznie wolniej, bo zatrzymują je ograniczenia lokalne: stare rozjazdy, mosty o niższym dopuszczalnym nacisku, odcinki w remoncie. Do tego dochodzą postoje techniczne, zmiany trakcji czy oczekiwanie na dostępność toru wjazdowego do stacji rozrządowej lub terminalu.

Kluczowa jest tzw. prędkość handlowa – średnia z całej trasy, wraz z postojami. Tam, gdzie realna prędkość jest zbliżona do tej „z rozkładu”, intermodal staje się atrakcyjny czasowo nawet wobec transportu drogowego na dłuższych dystansach. Gdy różnice są duże, firmom trudno przekonać dział sprzedaży czy planistów, że kolej dowiezie towar w z góry określonym oknie czasowym.

Pozytywnym sygnałem są modernizacje kluczowych magistral oraz rozwój systemów sterowania ruchem (ERTMS/ETCS). Automatyzacja i lepsze zarządzanie ruchem pozwalają zmieścić więcej pociągów na tej samej linii bez utraty bezpieczeństwa – to szczególnie ważne dla ciężkich i długich składów kontenerowych.

Terminale intermodalne: serce operacji, ale też źródło opóźnień

Każdy pociąg intermodalny „dotyka” przynajmniej dwóch terminali: nadawczego i odbiorczego. W wielu przypadkach po drodze dochodzi jeszcze terminal pośredni (przeładunek, łączenie składów). To tam dzieje się najwięcej, ale też tam najłatwiej o wąskie gardła. Typowe problemy to:

  • ograniczona liczba torów zdawczo-odbiorczych – gdy jednocześnie przyjeżdża kilka składów, część musi czekać „w polu”,
  • zbyt mała liczba suwnic i reachstackerów (wózków do przeładunku kontenerów),
  • brak miejsca składowego – kontenery piętrzą się, co spowalnia proces, bo trzeba przełożyć kilka jednostek, by wyciągnąć tę właściwą,
  • wąskie gardła drogowe przy bramach wjazdowych – ciężarówki stoją w kolejce, a pociąg już czeka na rozładunek.

Na dobrze zaprojektowanym terminalu przeładunek całego składu kontenerowego trwa kilka godzin. Gdy sprzętu jest za mało lub dołożą się opóźnienia po stronie dróg, operacja rozciąga się do kilkunastu godzin. Dla operatora różnica oznacza albo utratę kolejnego „slotu” na linii, albo konieczność wysyłania krótszych pociągów, co pogarsza ekonomikę przewozu.

Dobrym kierunkiem są inwestycje w automatyzację procesów bramowych – skanery tablic rejestracyjnych, systemy awizacji ciężarówek, cyfrowe potwierdzanie zleceń. Tam, gdzie kierowca nie musi wychodzić z kabiny z plikiem dokumentów, a system sam przydziela mu miejsce rozładunku, całość działa szybciej i bezpieczniej.

Rozmieszczenie terminali a „białe plamy” na mapie

Terminale intermodalne skupiają się przede wszystkim wokół:

  • portów morskich i zaplecza portowego,
  • dużych aglomeracji (Warszawa, Śląsk, Poznań, Wrocław),
  • głównych przejść granicznych na zachodzie i południu.

Na takiej mapie widać od razu „białe plamy” – regiony, gdzie potencjalny klient musiałby dowozić kontenery drogą po 200–300 km, zanim w ogóle dotrą na wagon. Dla części ładunków taki dodatkowy odcinek zabija przewagę kosztową i środowiskową intermodalu. Wtedy łatwiej zostać przy klasycznym TIR-ze od drzwi do drzwi.

Niektóre samorządy i parki przemysłowe próbują to zmienić, planując budowę lokalnych terminali lub bocznic „pod intermodal”. Kluczem do sukcesu jest jednak nie sama płyta betonowa i kilka torów, ale wpięcie w sieć regularnych połączeń. Terminal bez stałych pociągów liniowych szybko zamienia się w drogi plac składowy.

Integracja z infrastrukturą drogową i dostęp ostatniej mili

Kolej dowozi kontener do terminalu, ale dalej musi go przejąć ciężarówka. Jeśli dojazd do terminalu prowadzi przez wąskie, zakorkowane ulice lub wiadukty o ograniczonym tonażu, przewaga kolejowej części łańcucha topnieje. Dlatego przy ocenie potencjału intermodalu dla danej fabryki czy centrum dystrybucyjnego patrzy się na dwa poziomy:

  • dostępność torową – jak daleko jest do terminalu i w jakim stanie są linie kolejowe,
  • dostępność drogową – ile czasu i pieniędzy kosztuje dojazd ciężarówki do terminalu i z powrotem.

Coraz częściej nowo powstające centra logistyczne są projektowane „pod intermodal” – mają zarezerwowany korytarz pod przyszłą bocznicę lub są zlokalizowane kilka kilometrów od istniejącego terminalu. Dzięki temu w momencie decyzji o przejściu na intermodal nie trzeba przebudowywać całej okolicy.

Cyfryzacja infrastruktury – od papierowych listów przewozowych do platform online

Infrastruktura to nie tylko tory i suwnice, ale również systemy IT. W intermodalu wciąż często spotyka się mieszankę papieru i plików Excela. Każdy element łańcucha – przewoźnik kolejowy, operator terminalu, spedytor, przewoźnik drogowy – ma własny system. Gdy trzeba skorygować godzinę załadunku czy numer kontenera, zmiana „wisi” w mailach i telefonach.

Na znaczeniu zyskują platformy integrujące – narzędzia, w których operator, klient i kierowca widzą ten sam status przesyłki, a dane o przyjeździe pociągu od razu aktualizują okna czasowe dla ciężarówek. Tam, gdzie udało się wdrożyć takie rozwiązania, spada liczba błędów, a operatorzy mogą precyzyjniej planować zasoby na terminalu.

Ciekawym kierunkiem są też projekty pozwalające na śledzenie kontenera w czasie rzeczywistym (GPS, czujniki wstrząsów, temperatury). Dla branż wrażliwych – np. farmacji czy elektroniki – ciągła widoczność ładunku bywa ważniejsza niż sam czas przejazdu.

Regulacje i polityka UE – jak wpływają na intermodal w Polsce

Europejski Zielony Ład i pakiety klimatyczne

Polityka klimatyczna Unii Europejskiej staje się jednym z głównych motorów zmian w transporcie. Europejski Zielony Ład zakłada drastyczne ograniczenie emisji gazów cieplarnianych do 2050 r., a sektor transportu jest jednym z największych „emitentów”. Dla przewoźników drogowych oznacza to presję regulacyjną i kosztową, dla intermodalu – okno szansy.

W praktyce widać to m.in. w planach rozszerzenia systemu handlu emisjami ETS na transport drogowy oraz w dyrektywach zachęcających do przenoszenia ładunków z dróg na kolej i żeglugę. Im droższy stanie się litr diesla (wliczając koszty emisji), tym łatwiej będzie obronić biznesowo modele oparte na kolejowym kręgosłupie z dowozem ciężarówką na krótkich odcinkach.

Firmy, które dziś wdrażają raportowanie śladu węglowego (np. zgodnie z CSRD), zaczynają liczyć emisje na poziomie pojedynczej dostawy. Różnica między czysto drogową trasą a wariantem kolejowo-drogowym bywa na tyle duża, że wpływa na wybór operatora w przetargu, nawet jeśli cena jest podobna.

Sieć TEN-T i korytarze europejskie

Polska leży na skrzyżowaniu kilku korytarzy bazowych sieci TEN-T. To priorytetowe trasy w UE, na których koncentrują się środki na modernizację infrastruktury, w tym pod przewozy intermodalne. Dla przedsiębiorców oznacza to, że wzdłuż tych osi:

  • linie kolejowe będą stopniowo dostosowywane do wyższych nacisków i dłuższych składów,
  • powinno przybywać terminali i punktów dostępu do sieci,
  • łatwiej będzie uzyskać współfinansowanie inwestycji z funduszy unijnych.

Jednocześnie obszary położone poza głównymi korytarzami ryzykują, że różnica jakościowa między „autostradą kolejową” a liniami drugorzędnymi jeszcze wzrośnie. Stąd presja ze strony samorządów i biznesu, by ich regiony znalazły się w sieci bazowej lub korytarzach kompleksowych TEN-T.

Pakiet Mobilności i regulacje rynku drogowego

Pakiet Mobilności wprowadził szereg zmian dla przewoźników drogowych – od zasad kabotażu, po obowiązek regularnego powrotu pojazdów do bazy. Z punktu widzenia intermodalu ważne są dwa skutki:

  • wzrost kosztów przewozów drogowych na długich trasach międzynarodowych,
  • niedobór kierowców, którzy wybierają krótsze, lokalne trasy zamiast wielodniowych wyjazdów.

To właśnie tutaj intermodal wpisuje się jako rozwiązanie pośrednie. Ciężarówka obsługuje krótszy odcinek (do terminalu i z terminalu), a główny dystans pokonuje kolej. Kierowca wraca do domu częściej, firma lepiej zarządza flotą, a część ograniczeń regulacyjnych traci znaczenie, bo mniej przejazdów odbywa się w reżimie międzynarodowym.

Dodatkowo niektóre kraje wprowadzają preferencje dla przewozów niskoemisyjnych, np. zniżki na opłaty drogowe czy priorytetowe traktowanie w planowaniu infrastruktury. W dłuższej perspektywie takie instrumenty fiskalne mogą istotnie przechylić szalę na korzyść rozwiązań intermodalnych.

Po czwarte, przewozy intermodalne wpisują się w logikę globalnych łańcuchów dostaw. Kontener z Azji płynący do portu w Gdańsku naturalnie „przesiada się” na pociąg intermodalny w głąb kraju lub dalej do Europy Zachodniej. To nie modny trend, ale konsekwencja sposobu, w jaki działa handel międzynarodowy i jak rozwija się Transport w Polsce w kontekście globalnych przepływów.

Wsparcie publiczne dla inwestycji w intermodal

Rozwój terminali, bocznic i taboru intermodalnego wymaga dużych nakładów. Stąd mocny udział programów unijnych i krajowych w finansowaniu tego typu projektów. Dopłaty, preferencyjne kredyty czy ulgi podatkowe pomagają w sytuacjach, gdy inwestycja jest opłacalna w perspektywie 10–15 lat, ale trudna do udźwignięcia w krótszym horyzoncie przez prywatnego operatora.

Programy wsparcia zwykle obejmują:

  • budowę i rozbudowę terminali intermodalnych,
  • zakup specjalistycznego taboru (wagony, lokomotywy, suwnice),
  • modernizację linii kolejowych o znaczeniu towarowym, w tym dojazdów do terminali.

Dla przedsiębiorców korzystających z intermodalu ważne jest, by śledzić kalendarz naborów i planować większe projekty (np. budowę bocznicy, zakup własnych nadwozi wymiennych) z wyprzedzeniem. Gdy firmom udaje się zsynchronizować decyzje inwestycyjne z dostępnymi źródłami finansowania, czas zwrotu z intermodalu wyraźnie się skraca.

Standardy techniczne i interoperacyjność

Kolej jest z natury systemem, w którym różnice techniczne między krajami potrafią skutecznie skomplikować życie operatorom. Różne systemy zasilania, zabezpieczenia ruchu czy nawet standardy długości pociągów powodują, że skład intermodalny jadący z Polski do portu na Morzu Północnym może potrzebować kilku zmian lokomotyw i serii formalności.

Unia Europejska od lat promuje interoperacyjność – ujednolicanie standardów tak, by pociągi mogły przekraczać granice z minimalnymi procedurami. Z punktu widzenia polskich przewoźników oznacza to konieczność inwestowania w lokomotywy wielosystemowe i szkolenia maszynistów, ale w zamian otrzymują możliwość obsługi dłuższych odcinków liniowych jednym taborem.

Nowe modele biznesowe operatorów i nadawców ładunków

Sam tabor i terminale nie wystarczą, jeśli nie zmieni się sposób myślenia o organizacji łańcucha dostaw. W tradycyjnym modelu klient zamawia „ciężarówkę z punktu A do B” i po sprawie. Intermodal wymaga większej koordynacji, ale w zamian otwiera drogę do nowych rozwiązań biznesowych.

Coraz częściej pojawiają się operatorzy „asset light” – niekoniecznie posiadają własne wagony czy ciągniki siodłowe, ale integrują różne środki transportu w jedną usługę. Dla klienta końcowego liczy się wtedy nie to, czy kontener jedzie pociągiem operatora X czy Y, lecz to, że:

  • czas przejazdu i koszt są przewidywalne,
  • formalności celne i dokumenty przewozowe są obsłużone w jednym miejscu,
  • ma dostęp do jednego systemu śledzenia przesyłki.

Z drugiej strony rośnie grupa nadawców ładunków, którzy sami stają się organizatorami przewozu. Duże sieci handlowe, producenci AGD czy branża automotive negocjują bezpośrednio z przewoźnikami kolejowymi i operatorami terminali, a przewoźników drogowych traktują jako „ostatnią milę”. Dzięki temu lepiej wykorzystują wolumen (np. kontraktują całe pociągi blokowe) i zyskują większy wpływ na rozkład jazdy pociągów.

Przykładem może być fabryka, która zamiast codziennie wysyłać po kilka naczep do portu, przechodzi na „pociąg tygodniowy”: raz w tygodniu ładuje do terminalu całą produkcję, która jedzie jednym składem do portu morskiego. Po stronie drogi zmienia się niewiele, po stronie kolei powstaje stały, przewidywalny produkt.

Konkurencja i współpraca między przewoźnikami kolejowymi a drogowymi

Na pierwszy rzut oka kolej i droga konkurują o ten sam ładunek. W praktyce przy intermodalu częściej są na siebie skazane. Bez sprawnego partnera drogowego nawet najlepiej zorganizowany pociąg pozostaje pusty, a bez regularnego pociągu przewoźnik drogowy nie ma jak zbudować stabilnej oferty „door-to-door” na dłuższych dystansach.

Stąd rosnąca popularność umów partnerskich i wspólnych produktów. Niektóre firmy flotowe rezerwują określoną liczbę slotów na pociągach, w zamian oferując operatorowi kolejowemu gwarantowany wolumen naczep czy kontenerów. Inne tworzą spółki joint venture, gdzie wspólnie inwestują w terminale czy tabor intermodalny.

Oś sporu często przebiega nie między „koleją” a „drogą”, lecz między różnymi sposobami podziału marży. Kto ma zainwestować w naczepy podkontenerowe? Kto bierze na siebie ryzyko opóźnień pociągu, które „rozsypują” plan pracy kierowców? Najsprawniejsze projekty intermodalne to zwykle te, gdzie podział ról i odpowiedzialności został jasno opisany w kontrakcie, a strony regularnie aktualizują założenia na bazie realnych danych z eksploatacji.

Wymagania klientów: czas, niezawodność, przejrzystość kosztów

Przez lata intermodal kojarzył się wielu firmom z „wolniejszą, tańszą alternatywą dla drogi”. Obecnie ten obraz się zmienia. Dla części klientów kluczowy jest już nie tylko sam czas przejazdu, ale stabilność i przewidywalność. Jeśli pociąg jedzie dłużej o dobę, ale przyjeżdża regularnie w tych samych godzinach, centrum dystrybucyjne może dostosować do tego harmonogram pracy.

Rosną oczekiwania wobec transparentności kosztów. Klienci chcą wiedzieć, ile płacą za:

  • odcinek drogowy od magazynu do terminalu,
  • obsługę na terminalu (przeładunek, składowanie, opłaty dodatkowe),
  • przejazd kolejowy, w tym ewentualne dopłaty za temperaturę kontrolowaną czy ubezpieczenie.

Tam, gdzie operatorzy potrafią jasno rozbić ofertę na elementy, łatwiej porównywać intermodal z klasyczną ofertą drogową. Często okazuje się wtedy, że droga jest „tańsza” tylko na papierze, bo w kalkulacjach nie uwzględniono np. kosztów przestojów w korkach, dodatkowych kierowców czy ryzyka opóźnień na granicach.

Klienci, którzy wprowadzili do swoich systemów planistycznych porównywanie wariantów (drogowy vs intermodalny) na poziomie pojedynczego zlecenia, bardzo szybko identyfikują trasy „wyjątkowo przyjazne intermodalowi” i zaczynają tam budować wolumen krytyczny.

Intermodal w branżach wrażliwych czasowo i jakościowo

Wokół intermodalu krąży mit, że nadaje się tylko do „ciężkiej chemii”, surowców czy ładunków mniej wrażliwych na czas. Tymczasem coraz śmielej wchodzą w ten model sektory, które do tej pory były mocno przywiązane do drogi.

FMCG i retail korzystają z intermodalu na długich odcinkach zaopatrzeniowych – np. między centralnym magazynem w Polsce a hubem w innym kraju UE. Dzięki przewidywalnym slotom pociągów sklepy i magazyny mogą planować promocje czy rotację towaru z wyprzedzeniem.

W przypadku logistyki chłodniczej kluczowe są kontenery z własnym źródłem zasilania (tzw. reefery) i odpowiednio wyposażone terminale. Jeśli pociąg i terminal zapewniają utrzymanie łańcucha chłodniczego, przewozy kolejowo-drogowe stają się realną alternatywą dla długich relacji drogowych, zwłaszcza na kierunkach z ograniczeniami ruchu ciężarówek w weekendy.

Branże o wysokiej wartości ładunku – farmacja, elektronika, części lotnicze – testują rozwiązania z monitorowaniem stanu przesyłki „end-to-end”. Liczy się nie tylko pozycja GPS, ale i temperatura, wilgotność czy otwarcie drzwi kontenera. W połączeniu z odpowiednim ubezpieczeniem i standardami bezpieczeństwa terminali intermodal staje się akceptowalnym ogniwem nawet w bardzo wymagających łańcuchach.

Rola portów morskich i kierunek „morze–ląd”

Dla Polski intermodal to nie tylko połączenia wewnątrzkrajowe. Ogromny wpływ na rozwój mają porty morskie – Gdańsk, Gdynia, Szczecin-Świnoujście. To tam kontenery z Azji, Ameryki czy Afryki „wchodzą” do europejskiego systemu logistycznego i dalej są rozprowadzane pociągami i ciężarówkami.

Im lepiej porty są skomunikowane kolejowo z zapleczem kraju i sąsiadami, tym chętniej armatorzy i operatorzy logistyczni traktują je jako alternatywę dla portów zachodnioeuropejskich. Przekłada się to na rozkład pociągów intermodalnych w głąb kontynentu: do Czech, Słowacji, na Węgry czy do południowych Niemiec.

Ważny jest nie tylko sam tor do portu, ale też organizacja pracy na styku pociąg–statek:

  • czas obsługi pociągu na terminalu portowym,
  • dostępność slotów dla pociągów towarowych w rozkładzie,
  • priorytetyzacja ruchu intermodalnego w godzinach szczytu.

Port, który potrafi rozładować pociąg, przeładować kontenery i odesłać skład w krótkim czasie, staje się naturalnym magnesem dla operatorów. Jeśli do tego dochodzi sprawna odprawa celna i cyfrowy obieg dokumentów, cały łańcuch „statek–pociąg–ciężarówka” może konkurować czasowo z drogą na dłuższych dystansach.

Znaczenie kierunku wschodniego i korytarzy euroazjatyckich

Kolejowo-drogowy intermodal w Polsce mocno łączy się z kierunkiem wschodnim – zarówno w kontekście handlu z Chinami, jak i ruchu towarów z i do krajów byłego WNP. Nawet przy zmieniającej się sytuacji geopolitycznej korytarze euroazjatyckie pozostają ważnym elementem układanki.

Na tych trasach wyzwania są inne niż w relacjach wewnątrzunijnych: różnice szerokości torów, odprawy celne, dodatkowe kontrole czy rotacja taboru na granicy EU–nonEU. Intermodal jest tu szczególnie potrzebny, bo łączenie długiego odcinka kolejowego z krótszymi dowozami drogowymi pozwala:

  • zminimalizować liczbę przejazdów ciężarówek przez granice,
  • skupić procedury celne w kilku kluczowych terminalach,
  • lepiej kontrolować przepływ ładunków wrażliwych lub objętych sankcjami.

Terminale na ścianie wschodniej Polski stają się w naturalny sposób „filtrem” dla ładunków wjeżdżających do UE. Tam łączą się pociągi z odcinkami drogowymi, tam też rośnie zapotrzebowanie na usługi dodatkowe: magazynowanie, konfekcjonowanie towaru, etykietowanie zgodne z normami UE.

Bezpieczeństwo, ryzyko i odporność łańcuchów dostaw

Ostatnie lata pokazały, jak bardzo wrażliwe są globalne łańcuchy dostaw na zdarzenia losowe: pandemie, konflikty zbrojne, blokady kanałów morskich czy skrajne zjawiska pogodowe. Intermodal, jeśli jest dobrze zaprojektowany, może zwiększyć odporność całego systemu.

Jednym z bodźców do rozwoju intermodalu jest chęć dywersyfikacji tras. Ten sam ładunek może w różnych tygodniach jechać inną drogą: raz drogą lądową przez port bałtycki, innym razem przez port północnoniemiecki, jeszcze innym – korytarzem kolejowym z terminalu śródlądowego. O ile kontener jest tym samym standardem, a operatorzy terminali współpracują, przełączenie się na inny wariant staje się znacznie prostsze.

W dyskusjach o bezpieczeństwie logistycznym wraca także kwestia ochrony ładunków. Pociąg intermodalny z reguły jest trudniejszym celem dla kradzieży niż pojedyncza naczepa na parkingu przy autostradzie. Dodatkowo operatorzy kolejowi i terminalowi są przyzwyczajeni do pracy z ładunkami wysokiego ryzyka (chemia, paliwa), co przekłada się na procedury bezpieczeństwa stosowane także wobec standardowych kontenerów.

Operatorzy, którzy potrafią w ofercie intermodalnej opisać nie tylko czas i cenę, ale też parametry bezpieczeństwa i scenariusze awaryjne (np. przekierowanie pociągu na inny terminal, zapewnienie dodatkowego buforu magazynowego), zyskują przewagę w rozmowach z klientami z branż wrażliwych.

Kompetencje i kadry w intermodalu

Technicznie intermodal opiera się na wagonach, lokomotywach i suwnicach, ale w praktyce największym wąskim gardłem okazują się często ludzie i kompetencje. Spedytor przyzwyczajony do „czystej drogi” musi nauczyć się pracy z rozkładem jazdy pociągów, ograniczeniami przepustowości linii czy slotami terminalowymi.

Na rynku rośnie zapotrzebowanie na planistów intermodalnych – osoby, które rozumieją zarówno stronę kolejową, jak i drogową, potrafią czytać rozkłady, a jednocześnie znają realia pracy kierowcy i operatora terminalu. Firmy, które budują własne zespoły ds. intermodalu, częściej mówią o „uczeniu się przez projekty pilotażowe” niż o gotowych receptach.

Do tego dochodzi klasyczny problem maszynistów i pracowników utrzymania infrastruktury. Nawet najlepiej sfinansowane projekty taborowe czy terminalowe mogą się opóźniać, jeśli brakuje ludzi do obsługi. Z tego powodu część operatorów rozwija własne programy szkoleniowe, łącząc je z gwarancją zatrudnienia i ścieżkami awansu.

W tle toczy się dyskusja o automatyzacji – od zdalnie sterowanych suwnic na terminalach po częściowo zautomatyzowane lokomotywy manewrowe. Zmniejsza to presję na rynek pracy, ale wymaga zupełnie nowych umiejętności: obsługi systemów IT, analizy danych, podstaw cyberbezpieczeństwa.

Jeśli interesują Cię konkrety i przykłady, rzuć okiem na: Przelotność linii – ile pociągów zmieści się na dobę?.

Cyfrowe zarządzanie przepustowością i dane jako nowe „paliwo”

Kiedy kilka lat temu mówiono o cyfryzacji kolei, najczęściej chodziło o elektroniczny bilet czy rozkład jazdy dla pasażerów. W intermodalu cyfryzacja dotyczy przede wszystkim zarządzania przepustowością i danymi operacyjnymi.

Rozkład jazdy pociągów towarowych w praktyce jest w dużej mierze „żywym organizmem”. Każde opóźnienie, awaria czy dodatkowy pociąg musi zostać wpasowany w już ciasny grafik linii kolejowych. Systemy zarządzania ruchem, które w czasie zbliżonym do rzeczywistego aktualizują priorytety i ścieżki pociągów, pozwalają lepiej wykorzystać istniejącą infrastrukturę – bez natychmiastowej potrzeby budowy nowych torów.

Kluczowym zasobem stają się dane historyczne i prognozy. Operatorzy analizują, na których odcinkach najczęściej dochodzi do opóźnień, o jakich porach dnia linie są najbardziej zatłoczone, jak zmienia się struktura ładunków w poszczególnych sezonach. Na tej podstawie korygują rozkłady pociągów, okna czasowe na terminalach i oferty handlowe.

Po stronie klienta rośnie rola integracji systemów TMS (Transport Management System) i WMS (Warehouse Management System) z platformami intermodalnymi. Jeśli magazyn „wie”, że pociąg jest opóźniony o kilka godzin, może przeplanować kolejność załadunków ramp i lepiej wykorzystać czas pracy ludzi oraz sprzętu.

Ekologia jako element strategii, a nie tylko „ozdobnik”

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Czym dokładnie jest transport intermodalny i czym różni się od zwykłego transportu drogowego?

Transport intermodalny polega na tym, że ładunek jedzie w jednej, niezmienianej jednostce ładunkowej – najczęściej w kontenerze – a po drodze zmieniają się tylko środki transportu (ciężarówka, pociąg, statek). Towar ładuje się raz, plombuje i do końca trasy nikt go nie przepakowuje.

W klasycznym transporcie drogowym ciężarówka jedzie „od drzwi do drzwi” przez całą trasę, co przy długich dystansach bywa droższe i bardziej podatne na korki, braki kierowców czy wahania cen paliwa. W intermodalu ciężarówka obsługuje zwykle tylko początek i koniec drogi, a „główny” odcinek przejmuje kolej lub statek.

Jaka jest różnica między transportem intermodalnym, multimodalnym i kombinowanym?

W transporcie intermodalnym przez całą trasę zachowuje się tę samą jednostkę ładunkową – np. kontener 40’. Ładunek nie jest przepakowywany, a jedynie przestawiany między różnymi środkami transportu.

Transport multimodalny używa kilku gałęzi transportu (droga, kolej, morze), ale ładunek może być po drodze rozładowany, skonsolidowany z innymi i załadowany do innego pojazdu lub kontenera. Transport kombinowany to z kolei pojęcie prawne: większość dystansu musi być pokonana koleją lub żeglugą, a tylko krótki odcinek – ciężarówką, co daje dostęp do określonych ulg czy dopłat.

Od jakiego dystansu opłaca się przewozy intermodalne w Polsce?

Najczęściej przyjmuje się, że intermodal zaczyna być opłacalny od około 300–400 km w górę. Na takich odcinkach przewaga kosztowa i organizacyjna kolei nad drogą jest już wyraźna, zwłaszcza przy większych wolumenach.

Przy krótszych trasach koszt dowozu i odwiezienia kontenera ciężarówką oraz przeładunków na terminalu może „zjeść” oszczędności z jazdy pociągiem. Dlatego intermodal najlepiej sprawdza się w relacjach międzynarodowych oraz między dużymi ośrodkami przemysłowymi a portami morskimi.

Dlaczego przewozy intermodalne w Polsce tak szybko rosną?

Głównymi motorami wzrostu są rosnące koszty transportu drogowego (paliwo, opłaty drogowe, serwis), brak kierowców ciężarówek oraz presja na redukcję emisji CO2. Kolej, szczególnie elektryczna, na długich trasach jest po prostu tańsza i bardziej przewidywalna kosztowo.

Dodatkowo rozwijają się porty morskie (np. Gdańsk), przybywa prywatnych operatorów intermodalnych, a przez Polskę przejeżdża coraz więcej pociągów tranzytowych na osi Wschód–Zachód. To powoduje, że sieć połączeń intermodalnych rozrasta się i staje się atrakcyjna dla coraz większej liczby firm.

Jakie towary i jednostki ładunkowe najczęściej jeżdżą w intermodalu po Polsce?

Na torach dominują kontenery: 20’ (często dla cięższych ładunków, jak stal czy chemia), 40’ i 40’HC – standard w globalnym handlu, oraz 45’, szczególnie cenione w relacjach door-to-door w Europie. Coraz częściej pojawiają się też nadwozia wymienne i naczepy przystosowane do podnoszenia dźwigiem.

Jeśli chodzi o towary, intermodal wozi przede wszystkim ładunki drobnicowe w kontenerach: produkty FMCG, części samochodowe, elektronikę, AGD, komponenty dla przemysłu. Coraz więcej sieci handlowych i producentów traktuje kolej jako stały element swoich łańcuchów dostaw, a nie tylko „awaryjne” rozwiązanie.

Jakie są główne korzyści intermodalu dla firm produkcyjnych i handlowych?

Dla nadawcy najważniejsze są stabilniejsze koszty i mniejsze ryzyko opóźnień przy długich trasach. Pociągi są mniej wrażliwe na korki czy zakazy ruchu, a raz zaplombowany kontener ogranicza ryzyko uszkodzeń i kradzieży związanych z częstym przeładunkiem towaru „z ręki do ręki”.

Dodatkowo firma może lepiej wykorzystać dostępnych kierowców – zamiast wielodniowych tras międzynarodowych realizują krótsze kursy dowozowe do terminali, często w trybie dziennym. Dla wielu przedsiębiorstw liczy się też aspekt wizerunkowy i środowiskowy: intermodal to prosty sposób na realne obniżenie śladu węglowego transportu.

Jak wygląda w praktyce przejście z modelu „TIR door-to-door” na intermodal?

Zmiana polega głównie na innym zaplanowaniu łańcucha dostaw. Zamiast jednej długiej trasy ciężarówki, organizuje się dowóz kontenera na terminal kolejowy, przejazd pociągiem na głównym odcinku i ponowny dowóz ciężarówką do odbiorcy. Harmonogram trzeba dopasować do rozkładów pociągów i okien przeładunkowych na terminalach.

W praktyce często pomaga w tym operator intermodalny, który „spina” wszystkie środki transportu w jedną usługę. Przykładowo producent eksportujący do Beneluksu może zachować te same terminy dostaw, zmienia się tylko sposób dotarcia towaru: mniej kilometrów ciężarówką, więcej koleją, ale przy mniejszej liczbie opóźnień i większej przewidywalności kosztów.

Poprzedni artykułCzy filtr węglowy usuwa chlor i zapachy? Wyjaśniamy prosto
Następny artykułCzyszczenie rynien pod zbiór deszczówki: jak często
Elżbieta Olszewski
Elżbieta Olszewski przygotowuje na AquaPac.pl testy i porównania rozwiązań związanych z wodą: dzbanków filtrujących, filtrów podzlewowych, akcesoriów oszczędzających i elementów do deszczówki. Pracuje metodycznie: definiuje kryteria, opisuje sposób użytkowania, zwraca uwagę na koszty wkładów i serwisu oraz na to, jak produkt sprawdza się po czasie. W tekstach stawia na przejrzyste wnioski i uczciwe wskazanie, dla kogo dane rozwiązanie będzie dobre, a komu nie przyniesie korzyści. Ceni praktykę i czytelne dane.